gru
22
Roksana miała wczoraj (znaczy się w piątek) przedstawienie – Jasełka, w przedszkolu. Była aniołkiem, tekst krótki, szybko opanowała ogółem super.
My mieliśmy bieg bo o 16:45 ma godzinne zajęćia z baletu, a Jasełka były o 18, Niby tylko pare ulic do przejechania, ale udało się wyjść o 17:30 z zajęć a i tak dotarliśmy do przedszkola za dziesięć 18.
Ale do rzeczy. Był rózowy aniołek, bo jak był ten balet wcześniej to stwierdziliśmy, że dokupimy skrzydełka i będzie ładnie. Nawet pamiętałam w którym sklepie były takie fajne białe skrzydełka, ale jak pod górkę tak pod górkę.
Zjeździliśmy wszystkie punkty tego sklepu w naszym mieście i zonk. Zmieniła się gazetka skrzydeł nie mają już… no miałam ochote kląć, bić i pluć sobie w brodę, bo jakbyśmy pojechali dzień wcześniej to by były… No cóż było trzeba szybko coś wymyślić…
Chodzę po tym sklepie, patrzę, myślę i…. mam Kupiłam biały filcowy bieżnik ale nie w celu położenia na stół, już go nie mam. Wyciełam z niego skrzydełka dorobiłam z koronkowej tasiemki (tylko taką miałam) uchwyty na ręce, i aby jakoś się te skrzydła trzymały, przymierzyłam, pasowały Super!!! Za nim zabrałam je do przedszkola dorwałam bombki ze srebrnym brokatem, które brudzą strasznie, tym razem o to chodziło, wypaćkałam nimi skrzydełka. Co by ładnie sie świeciły, tylko nie pomyślałam, że one będą brudzić wszystko :/.
O to efekt końcowy: