Strony

    Księga gości


    Robert
    Widzę, że ostatni wpis by...

    Modnisia
    Zdrówka i wytrwałości....

    Rafał
    Bardzo fajne zdjęcia są t...

    Kalendarz

    Grudzień 2018
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  

lip

11

Postanowiliśmy spędzić wczorajsze popołudnie we dwoje bez dzieci z okazji nadchodzącej ósmej rocznicy ślubu. Nasz wybór padł na kino i film „Warcraft: Początek”. Szczerze powiedziawszy nie miałem wielkich oczekiwań. Zwykle ekranizacje gier komputerowych nie należą do najbardziej udanych dzieł kinematografii. Jednak oboje z żoną lubimy fantastykę, a dawniej grałem w gry Blizzarda umiejscowione w Azeroth (od Warcraft 2 będąc dzieckiem po World of Warcraft kilka lat temu). Tak więc spośród kilku możliwości wspólnego spędzania czasu wybraliśmy ten film.

warcraftPo obejrzeniu mogę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony. Na szczególną pochwałę zasługuję efekty wizualne. Poczynając od świetnej animacji Orków, w tym scen walki z nimi, po magię, której w filmie nie brakuje. Duża dbałość o detale, przyjemnie było oglądać sceny rzucania czarów. Gra aktorska była na dosyć wysokim, choć nieco zróżnicowanym poziomie. Moim zdaniem najlepiej swoje role zagrali Travis Fimmel grający Anduina Lothara, Paula Patton grająca kobietę pół-orka Garonę oraz Ben Foster grający Straźnika Trisfal o imieniu Medivh. Gra aktorska orków także była udana. Nieco słabiej wypadł Dominik Cooper grający króla Azeroth Llane Wrynn. Z większości scen z nim wiało lekką nudą. Z kolei gra Khadgara, młodego maga granego przez Bena Schnetzer była… dziwna. Trochę jakby z filmu niższej klasy. Niektóre rzadziej występujące postacie drugoplanowe jak np. Moroes, pomocnik Medivha, były trochę „drewniane”. Podobnie żona króla Azeroth. Niektóre dialogi były świetne, inne nieco nudne lub kiepskie. Większość dialogów była po prostu OK.

Generalnie postaci nie były bardzo głęboko naszkicowane i żadnej z nich nie poznajemy bardzo dokładnie – ze względu na to, że akcja jest pokazana z bardzo wielu stron, postaci pierwszoplanowych jest wiele i dla każdej przypada mało czasu, nie tak dużo jak to ma miejsce typowo w kinowych produkcjach. Jest to wada, ale jak wielka – to kwestia preferencji i oczekiwań. Mi osobiście za bardzo to nie przeszkadzało.

Niektóre elementy fabuły były tak trochę na siłę wciśnięte jakby była lista co powinno być w tego typu filmie i ktoś z tej listy odhaczał, mimo, że jako element historii to dziwne i niezbyt potrzebne ani niezbyt głęboko rozwinięte (mam na myśli m.in. mini-historię miłosną, ale nie tylko).

W grę WoW grałem dosyć dawno, w inne produkcje jeszcze dawniej, ale co najmniej kilka rzeczy mi się nie zgadzało z tym co pamiętam. Nie są to ogromne różnice, ale ktoś kto jest większym ode mnie fanem gier na pewno je zauważy. Ja nie jestem purystą i nie uważam, że film powinien w 100% odwzorowywać książkę czy grę na podstawie której powstaje. Więc dla mnie to nie jest wada, ale dla kogoś innego może być.

W filmie jest sporo akcji i dużo się dzieje, choć sam początek – zanim akcja się rozwinęła – był momentami lekko nudnawy i przydługi. Sama opowieść jest ciekawa i dobrze zbudowana, ale też sporo w niej typowych cliché i jest dosyć nieskomplikowana. Łatwo było odgadnąć po około 1/3 filmu jaki zwrot akcji nas czeka blisko końca – nawet jeśli ktoś nie znał tej historii z WoW (ja nie znałem – prawdopodobnie grałem tak dawno, że jeszcze nie było tego w grze).

Na pewno zaletą tego filmu nad wieloma opartymi o gry komputerowe jest to, że nie wymaga od widza znajomości wydarzeń i miejsc z świata gry do zrozumienia tego, co się dzieje na ekranie. Elementy wstawione przede wszystkim dla fanów (np. scena z Murlockiem i jego dźwięk) nie są jakoś częste ani nie są też nachalne, co także bywa wadę filmów opartych o gry.

Wracając jeszcze do scen akcji – walki są dosyć widowiskowe, ale brakowało mi w nich nieco takich elementów jak odpieranie ataku, parowanie, taktyka, finezja. Uczestnicy bitew mają tarcze, ale w większości momentów jakoś nie bardzo chcą lub potrafią z nich korzystać. Podobnie zbroje, choć ciekawe, a niekiedy wymyślne, na nie wiele się zdają. Mało kto używa hełmów, a jak już używa, to jest bez różnicy dla walki, ot ozdoba.  Taktyka zaś polega na tym kto z większym pędem wpadnie na wroga i go rozgromi. Lubię fajne sceny walk i bitew w filmach (jak np. walka Oberyn Martell vs The Mountain w Game of Thrones) – dlatego tych w Warcraft choć świetnych wizualnie, nie oceniam jako walk zrobionych na wysokim poziomie.

Gdybym miał oceniać film to byłoby to 7/10.

Na pewno poleciłbym każdemu fanowi Warcrafta (fajnie było na dużym ekranie zobaczyć miejsca takie jak Stormwind, Elwyn Forest czy Ironforge, które widywało się w grze World of Warcraft) oraz każdemu, kto lubi filmy fantasy lub/i dobre efekty specjalne. Jednak osoby, które oczekują po filmie przede wszystkim świetnej historii bez cliche, z głębokimi postaciami, nieoczekiwanymi zwrotami akcji i genialnej gry aktorskiej mogą się zawieść. Ja nie jestem pod tym względem strasznie wybredny, więc generalnie Warcraft był powyżej moich oczekiwań.

Wpis gościnnie popełnił Zbyszek ;)


Dodaj komentarz